Mistrzostwa TRICLUB na dystansie 1/8 ironman – Płock 2023

Triathlon w Płocku to coś więcej niż zwykłe zawody – to również nasza wewnętrzna rywalizacja na jednym dystansie, właśnie dlatego są to Mistrzostwa TRICLUB 😊 Można trochę porywalizować, ale w bardzo przyjazny sposób ze swoimi koleżankami i kolegami, z którymi na co dzień trenujemy. Fajna sprawa i wyszło przednio! Masa udanych debiutów, dobrych wyników i zgarniętych pucharków 🏅🏆👏💪

Drugą odsłoną Mistrzostw TRICLUB jest wybór NAJLEPSZEGO startu – mierzonego nie tylko czasem na mecie, ale całościowo. Każdy uczestnik wzbogaca opisem swoje osiągnięcie i głosujemy na NAJLEPSZY start. Jury to my – każdy TRICLUBowicz – a do zgarnięcia są TRICLUBowe gadżety. W naszej rywalizacji, tak jak powinno być w sporcie amatorskim, są sami wygrani – bo przecież każdy kto się rusza sportowo wygrywa: uśmiech, sylwetkę, dodatkową energię, wiarę we własne siły i przedłuża swoją witalność 😊 Ale mamy podium i 3 wyróżnienia.

Nasi NAJLEPSI

  1. Justyna Spytek
  2. Kasia Karpińska
  3. Asia Zboch
  4. Ania Jarząbek, Mateusz Magdziarz, Tomek Sławek, Ewa Samulska, Błażej Domański, Roman Zaczkiewicz, Wojtek Tomaszewski (kolejność losowa, 4. miejsce ex aequo)

Dodatkowy gadżet za udział w głosowaniu – spośród osób, które nie mogły wziąć udziału w Mistrzostwach – przypadł w drodze losowania dla: Damiana Hawryluka.

Wszystkim jeszcze raz serdecznie gratulujemy startów. Dziękujemy za barwne historie, które można przeczytać poniżej. I czekamy na kolejne Mistrzostwa za rok 😊


Relacje zawodników

Justyna Spytek:

To były zdecydowanie zawody z kategorii „samoocena surowsza niż obiektywna klasyfikacja” 😁 Moja trzecia 1/8, niestety z najsłabszym wynikiem 🤦‍♀️ Nie żebym była sprinterką, ale dłuższy dystans ścigania w wodzie mnie póki co przeraża 😱 Do tej pory strategia była prosta – byle przetrwać etap pływacki, później już z górki. A wiadomo w Płocku później same górki – i te fizyczne, i mentalne. A tu niespodzianka – pływanie o dziwo pierwszy raz pełen spokój, bez przytkanej klaty i oddechu topielca, długo w nogach Kasi ❤️ Jeszcze nie szybko, ale poprawnie. Regularne OW z Maksimem zaprocentowało 💪

Podbieg do T1 dla mnie spoko opcja – trochę jak pierwsze przewyższenie w biegach górskich, które od czasu do czasu uskuteczniam. Jeszcze Ci się wydaje że masz mega moc, możesz przycisnąć, ale nie wiesz, że to się odbije wkrótce 😁

Rower – no tam na górki nie byłam przygotowana i mimo kilku startów w tym sezonie w zawodach MTB, gdzie technika zjazdów i podjazdów to podstawa, tutaj okazało się że w górki to może i umiem, ale nie na szosie. Czas ostatecznie nie wyszedł taki zły, mimo krytyki mojej techniki jazdy przez własnego męża 🤣 i tak jestem zadowolona. Dodatkowa motywacja na trasie – spotkanie Edyty Litwiniuk prowadzącej Bartka, nastolatka bez nogi – to jest prawdziwe wyzwanie 💪🚴‍♂️

I tutaj mogłabym zakończyć swoją relację, bo bieg – zawsze moja najmocniejsza dyscyplina – był jedną wielką zagadką, dlaczego głowa/nogi nie pozwoliły biec o te 20–30 sek/km szybciej jak na poprzednich startach. Mobilizacja na ostatnim km i mocny finisz pokazał, że moc była – tylko chwilowo została wyłączona 😁 Ostatecznie 3. w kategorii (🥇 na podium 😁) otarło łzy wewnętrznej oceny.

To był dla mnie pierwszy start, gdzie mogłam poczuć się częścią teamu ❤️ Co prawda na trasie w zasięgu wzroku miałam tylko Kasię i Joasię, ale patrząc na wyniki doświadczonych dziewczyn Ewy i Ani – wiara w możliwości rośnie 🚀 Brawo Dziewczyny! TRICLUB zdecydowanie było widać i słychać na GIT Płock 👏💪

Kasia Karpińska:

Start w Płocku to były moje drugie zawody w życiu. Po debiucie w Rawie miałam ochotę na więcej. Patrzę – Płock. Myślę – fajnie, dam radę! 😎

Na miejscu zamiast zapowiadanego deszczu przywitała nas całkiem niezła pogoda. Wstawienie rowerów do strefy zmian poszło bezproblemowo. Wtedy też usłyszałam to, czego boi się każdy początkujący triathlonista – „jest za ciepło, zawody bez pianek” 😅 Nauczka na przyszłość – jak Maksim mówił, żeby kiedyś przepłynąć się bez pianki, to trzeba było posłuchać mądrego 🙈

Po drodze na start usłyszałam słowa Maksima „chodź coś Ci pokażę” – prowadzi mnie na skraj skarpy wskazując w dół, w kierunku T0. Pomyślałam że tutaj zaczynają się schody. Dosłownie. Schody, po których później wbiegałam w pocie czoła po walkach z glonami w etapie pływackim 🏊‍♀️

Pływanie jak to pływanie – czasem kogoś kopniesz, a czasem ktoś ciebie. Pomimo zapewnień organizatora o wyczyszczeniu zbiornika kilka razy zaplątałam się w podwodne chaszcze. Po wyjściu z wody szybkie T0 i wyczekane 900 m w górę do strefy zmian.

Strefa bezproblemowa – pierwszy raz testowałam patent z przypięciem butów do roweru gumkami. Sztos! Można się poczuć naprawdę pro! Rower przyjemny, sporo górek i śmierć w oczach przy zjazdach. Pierwsze zawody z lemondką i kolejny wniosek – muszę się przyłożyć do treningów rowerowych! 💪

Bieg zrobiłam pod hasłem „dawaj, masz jeszcze zapas energii”. I tak było – czułam, że nogi same niosą. Z przodu widziałam Justynę, którą próbowałam dogonić ❤️ Bieg dał mi nadzieję, że w przyszłym sezonie jeszcze coś ze mnie będzie 😁

Na mecie wielka motywacja i duma ze wszystkich, którzy startowali, i z tego, że TRICLUB zdominował pudło. Sama wylądowałam na 2. miejscu w kategorii wiekowej. Jest apetyt na więcej. TRICLUB – nie uwolnicie się ode mnie jeszcze długo 😉

Joanna Zboch:

Debiut w Triathlonie 😊 Po ponad 5 latach doświadczeń biegowych i startach w różnych imprezach (w tym kilku maratonach) w ubiegłym roku „przegrzałam” z treningami i nabawiłam się 2 poważnych kontuzji. Próbowałam biegać, ale skończyło się to beznadziejnie. Wydawało mi się, że bez biegania nie ma życia – dlatego popadałam w coraz większy dół. Nałożyło się to też na poważną chorobę córki.

We wrześniu postanowiłam nauczyć się pływać – praktycznie od zera. Później kupiłam rower i od razu wpięłam go w trenażer, bo śnieg spadł, a ja zakręcać nie umiałam nawet bez śniegu. Od stycznia powoli wracałam do biegania, a wiosną pojawił się pomysł startu w triathlonie. Dołączyłam do TRICLUB na pływanie, a od września zaczynam z pełnym treningiem TRI – ale byłam w lecie na super warsztatach u Maksima.

Przyjechałam do Płocka w sobotę trochę zestresowana. Wymyśliłam, że przenocuję dzień wcześniej. Super – tylko mój pokój sąsiadował z salą weselną i spać nie dało się wcale. Ale jakiś podpity wujek ładnie śpiewał nad ranem 😊

Po przyjściu na start i zobaczeniu TRICLUBowiczów jakoś magicznie ten stres zniknął. W wodzie zaskoczyła mnie atakująca roślinność, ale za to wcale mnie nie zdziwiły 2 kopniaki w głowę – Maksim mówił na warsztatach żeby się nie stresować jak okularki spadną, więc się nawet cieszyłam, że ich nie straciłam. Podbieg do T1 cudowny 😊

Na rowerze trochę za wolno – wzniesienia mnie zaskoczyły – ale udało mi się wyprzedzić 2 facetów. Trochę niemłodzi, ale i tak miałam radochę. Gdzieś w necie przeczytałam żeby żel przykleić do ramy – no i przykleiłam tak „stosownie”, że obtarłam sobie nim nogę. Oczywiście ten żel nie był mi potrzebny na 1/8.

Bieganie zaskoczyło mnie najbardziej. Ruszyłam jak łania – no bo przecież ja biegaczka doświadczona… I po kilkudziesięciu metrach z łani zrobił się słoń 😊 A i pobiegłam oczywiście w przeciwnym kierunku niż powinnam – zawróciła mnie jakaś miła Pani. Ale jakie piękne widoki podziwiałam na trasie jak na truchcik przeszłam.

Na mecie radocha niesamowita. Jak mi Łukasz powiedział, że mam 2. miejsce w kategorii, to myślałam, że to żarcik. Postanowiłam nawet na koronację TRICLUBowiczów przebrać się elegancko – nie przyszło mi do głowy, że mam na pudło wchodzić. Dlatego moja dżinsowa spódnica na zdjęciach z podium budzi radość u mojej rodziny 😊

Było MEGA. Dawno się tak dobrze nie czułam jak w trakcie i po tym starcie. Bez #1 w kategorii w przyszłym sezonie nie wracam z zawodów 😊

Anna Jarząbek-Lindholm:

Co mogę powiedzieć – „Stara, ale Jara” 😊 Już długo w TRICLUB i tym sporcie (najstarsza w tej kategorii 😉) i jest to mój styl życia – czasami dla funu, czasami bardziej na poważnie. Tym razem po trochę trudnym, a nawet bardzo trudnym dla mnie sezonie: operacja i długa przerwa od pływania, potem choroba i śmierć bliskiej osoby, potem COVID – znowu przerwy, a po otwarciu sezonu duathlonem wypadek w spokojnym peletonie, SOR, szycie ran, znowu przerwa od treningów i dłużej od pływania, odwołanie planowanych startów, rehabilitacja palca, gojenie ran i blizn, sprawdzanie zębów (jeden umiera 🥲), mały okres demotywacji 😅

Ten start to drugi po wypadku – celem było odnalezienie uśmiechu na zawodach i zabawa z TRICLUB. A przede wszystkim start z córką, żeby chociaż raz wystartować na tym samym dystansie i cieszyć się jej sukcesem (3. open) – i iść krok dalej, pokonać traumę powypadkową, kierując się ku słońcu i pozytywnym emocjom. W czym ten sport potrafi pomóc 🥳🎉

Mateusz Magdziarz:

Debiut na 1/8 – po blisko rocznej przygodzie z triathlonem i dotychczasowych 2 występach na olimpijce wybór klubu wymusił start na krótszym dystansie – ku mojemu zadowoleniu po występie. Od początku cieszyłem się, że przepłynąć trzeba tylko 475 m zamiast 1500 m 😊

Wyjazd razem z Tomkiem Sławkiem – Płock to jednak nie Warszawa i parking nie stanowił żadnego problemu. Przed startem liczyłem ile sekund mogę zyskać w strefie zmian bez pianki. Dylemat rozwiązał organizator – start 1/8 bez pianek.

Pływanie – start za Ewą, starałem się trzymać w jej nogach. Gdzieś przy 3. bojce straciłem „nogi”, a po nawrocie płynąłem pod słońce zupełnie na ślepo. Wybiegam z wody niezmęczony, myślę już o podbiegu do T1 – jakież było moje zdziwienie, gdy na wieszaku nie było mojego worka. Szukam – jest, pod numerem 266, mój numer startowy, ale przeczytałem z ramienia 268. Czas zyskany na starcie bez pianki straciłem na szukaniu worka.

Rower – wcześniej wiedziałem, że chcę pojechać mocno. Niestety mocno przesadzając w lewym zakręcie na zjeździe, gdzie bardzo szybko zbliżał się krawężnik – przetrwałem, było na limicie, liczę że ostatni raz zafundowałem sobie taki stres. Przy dojeździe do T2 zobaczyłem belkę, ale okazało się, że mam jeszcze jechać kolejne 500 metrów – sędzia i kibice potwierdzili to dosyć donośnie 😊

Bieg – niechęć, byle do samoobsługowego punktu, byle ukończyć. Już wiedziałem, że na rowerze zostawiłem zbyt dużo sił. Przy pierwszej nawrotce widzę biegnących Ewę i Romana, po kolejnych 2 km mijają mnie w odwrotnej kolejności. Na mecie wita mnie radosna zgraja triclubowych przyjaciół z trenerami na czele 😊

Wynik – 2. miejsce w kategorii i pierwszy pucharek. Taki pozytywny kop przed kolejnymi tygodniami treningów – i apetyt na więcej startów w kolejnym sezonie 😊

Tomek Sławek:

„Wspaniałe były to zawody, nie zapomnę ich nigdy” – chciałoby się sparafrazować. Była to dla mnie lekcja pokory i jestem za nią wdzięczny. Niby Top 10 w „grupie śmierci” (M40–44) więc wstydu nie ma, ale apetyt był większy.

Pogoda – miało lać i być chłodno, a jak się okazało mieliśmy „szklarnię”. Najbardziej obawiałem się pływania – trenuję dopiero pół roku. Do tego pierwsze w ogóle pływanie OW bez pianki. I paradoksalnie poszło mi najlepiej – mimo zielska i kopniaków, z wody wyszedłem przed osobami które startowały przede mną.

Potem T0 i podbieg na Stary Rynek. Tu chyba popełniłem największy błąd, cisząc zbyt mocno po schodach w upale. Te kilkaset metrów zmęczyło okrutnie. Cieszę się, że nie zdecydowałem się na ten podbieg boso, choć przez chwilę taki pomysł chodził mi po głowie.

T1 i niespodzianka – gumki puściły od razu przy wskakiwaniu na rower. Na szczęście ćwiczyliśmy „bujanie” i zakładanie butów w czasie jazdy i udało się szybko rozkręcić tempo. Na zjeździe przed „siodłem” inny zawodnik źle ocenił zakręt i zajechał drogę – konieczne hamowanie i nie udało się wykorzystać energii zjazdu. Jakoś w okolicach 5 km dotarło do mnie że nie zabrałem z kuwety żeli. No cóż – 2 bidony z izo musiały wystarczyć 😊 Jechało się bardzo przyjemnie, tętno stabilne, górki udało się pokonywać bez schodzenia z lemondki. Sytuacja zmieniła się przy nawrotce – zupełnie jakby mi ktoś wyciągnął baterie.

Bieg chciałem zacząć delikatnie, żeby uspokoić tętno i biec równym tempem. Na trasie co chwilę mijałem uśmiechniętych TRICLUBowiczów biegnących równolegle – Ewę, Mateusza i Romana. Upał w niektórych miejscach dokuczał mocniej – czuć było jak nagrzane słońcem kamienne płyty oddają ciepło niczym piec hutniczy. Ostatnie 2 km to mały prywatny wyścig ze znajomym ze „Kuźni”. Przez większość dystansu byliśmy obok siebie, na ostatnim łuku wyprzedził mnie po wewnętrznej. Goniłem ile sił, ale na metę wbiegł przede mną. Ostatecznie total time lepszy po mojej stronie. W Skierniewicach to on był górą – mamy remis. Przybiliśmy piątkę i życzyliśmy sobie powodzenia.

Wydawałoby się że 1/8 jak każde inne – a w praktyce okazało się, ile może zmienić pogoda i trasa.

Ewa Samulska:

Hejoza 😊 To był mój trzeci start w sierpniu i trochę bałam się, że upał i zmęczenie mnie pokonają (połówka w Gdyni, olimpijka w Białymstoku). Ale nie – wręcz przeciwnie! Trasa była ciekawa, glony w wodzie nie stanowiły problemu (start w Białymstoku mnie na nie uodpornił), pagórki przez Rzeszów i Białystok dały radę, a upał w ogóle mi nie przeszkadzał.

Czułam, że mnie ponosi – ale najlepsze było to, że czułam się częścią super zespołu, który się wspiera i daje mi siłę! Widok klubowych barw na trasie to jedna z największych motywacji podczas startów. Oczywiście, udało mi się też stanąć na podium 😊 Kiedy zobaczyłam trenerów na trasie, którzy długo nie mieli za plecami nikogo, wiedziałam, że treningi z nimi przynoszą dobre rezultaty.

Teraz czuję jeszcze większą moc i chęć do solidnych treningów! PS. Dziękuję Ani Jarząbek za pożyczkę bagażnika rowerowego, Kasi Karpińskiej za przetrzymanie i odebranie moich butów, Mateuszowi Magdziarzowi za wydruk karty zawodnika. I wszystkim co tam byli – za klimat i energię! 😁

Błażej Domański:

Ze względu na sobotni koncert w Warszawie nie planowałem wyprawy do Płocka, jednak dałem się namówić i po 3 h snu w niedzielę rano pakowałem rower do samochodu. Jechałem bez nastawienia na wynik – po 2 miesiącach roztrenowania chciałem wskrzesić w sobie emocje startowe. Kiedyś już byłem w Płocku, więc strefa T0 i logistyka nie były dla mnie zagadką.

Wystartowałem spokojnie, od początku cisnąłem w swoim rytmie pływackim. Wodorosty i ostatni odcinek pod słońce zbytnio nie utrudniały. Dobieg do T1 to wiadomo – sama przyjemność i trochę zadyszki na schodach 😊 Odcinek rowerowy był mocny – zmienialiśmy się z Anią Giżyńską (oczywiście bez draftu) i ostatecznie udało mi się ją prześcignąć na ostatnim podjeździe. Na biegu to ona była szybsza – odwykłem od dystansów sprinterskich i tu trochę zabrakło pary, a słoneczko mocno prażyło.

Ostatecznie 15. open i 4. w kat. M40. Przez chwilę żal, że trochę zabrakło do pudła – ale widząc kolejnych TRICLUBowiczów na pierwszych miejscach i dumnych z debiutów, nie myślałem o tym długo. Pocieszeniem fakt, że w TRICLUB byłem na wirtualnym pudle zaraz po naszych trenerach 😊 Gratuluję wszystkim, cieszę się, że byłem tam z Wami!


Mistrzostwa TRICLUB 1/8 Ironman – Garmin Iron Triathlon Płock 2023