TRICLUB // Czempiń duathlon 2024 // relacja Tomka

Magiczny Czempiń znowu był niesamowity, niepowtarzalny – i na pewno to nie przypadek, że ChampionMan Duathlon Czempiń został dwukrotnie imprezą roku. Przyjeżdżamy tu od kilku lat – trochę, aby odpalić sezon startowy, trochę, aby się pościgać, ale chyba najbardziej, aby spędzić wspaniały czas z całą ekipą i zwyczajnie się wychillować. W tym roku kilka osób się pochorowało i byliśmy w okrojonym składzie 30 osób.

Zawody zawsze odbywają się w sobotę, ale chyba bardziej budujące i cieszące nasze serca jest piątkowe wydarzenie – duathlon dla dzieci. W tym roku wystartowało tam 500 dzieciaków. Od tych, co zamiast rowerków miały swoją ulubioną koparkę, przez tych siedzących na rowerkach pchanych przez rodziców, aż po tych co sami śmigali na dwóch kółkach – piękny to widok i bardzo budujący.

W sobotę o 8:30 startował sprint (5–20–2,5), a o 13:00 Mistrzostwa Polski na dystansie średnim (10–60–10). Dzięki tak dobranemu harmonogramowi startować mogły całe rodziny, a wielka piaskownica i plac zabaw ułatwiał opiekę nad pociechami. Na terenie zawodów zawsze jest strefa foodtrucków, mini expo, ciasta pieczone w szczytnym celu i ta legendarna strefa finishera. Owoce, ciasta, makaron, ziemniaki z gzikiem, kaszanka, salceson, kanapki ze smalcem, browar – podawane przez turbo sympatyczną obsługę. Kto nie przepada za startami, musi się chociaż raz zmusić, aby ukończyć i zobaczyć co tu się dzieje 😊

Całe te zawody to jedna wielka rodzinna impreza z wielką pozytywną energią, uśmiechem i przemiłymi ludźmi. Trasa jak zawsze idealnie przygotowana, a punkty kibicowania to już legenda – trzeba wystartować, aby to zobaczyć. Wchodząc do strefy finishera głosujemy na grupę kibiców, która zrobiła na nas największe wrażenie. Wybór jest bardzo ciężki.

Ponieważ zawody są w sobotę, wieczorem jest czas na chill, relaks, śpiewy i regenerację. Odbywa się to w pięknym Śremie, gdzie już od dawna, aby się pomieścić, rezerwujemy nie pokoje a całe budynki.


Relacja ze startu – Tomasz Kowalczyk

Strefy zmian – ku przestrodze. Jak można stracić podium i dumę w T1

Zawody jak zawody, ale chyba warte kilku słów jest moje koncertowe spieprzenie strefy zmian i przez to utrata miejsca na podium – nawet nie śniłem o życiówce na najgorszy czas w T1, a tu jednak taka niespodzianka.

Wystartowałem już w prawie 60 zawodach triathlonowych i wydawało mi się, że strefy zmian ogarniam całkiem nieźle. Do Czempinia przyjechałem chyba za bardzo pewny siebie. Niby wszystko w strefie zrobiłem tak jak zawsze, ale jakoś bez wielkiego zaangażowania. Jak zawsze zapytałem sędziego jak wbiegamy i wybiegamy ze strefy – z tym że tym razem sędzia się pomylił, a ja nie sprawdziłem z mapką podawaną przez organizatora. Po co, przecież tyle razy już to robiłem…

Zwizualizowałem sobie wbieg, wybieg, policzyłem w którą alejkę wbiegam, przy jakim charakterystycznym punkcie – wydawało się, że wszystko ogarnięte. Na koniec zerknąłem jeszcze na strefę od drugiej strony i ten obraz utkwił mi w pamięci. Tak „przygotowany” ruszyłem na rozgrzewkę i start.

Po biegu wbiegam do T1 i zaczął się mój koszmar – okazało się, że do alejek podchodzę nie z prawej (jak mówił sędzia), a z lewej. Wbiegam w nieswoją alejkę. Mając w głowie złe spojrzenie na strefę uznaję, że rower powinien stać zaraz po wejściu w alejkę – a tu niespodzianka, roweru nie ma. Rozglądam się, szukam… i widzę w oddali podobne koło, biegnę – ale ewidentnie nie moje. Lecę do przodu, wracam, znowu lecę – z boku musiało to wyglądać cudownie, jakiś wariat robi interwały w strefie 😊 Sprawdziłem – HR miałem 165, czyli 93% maksymalnego.

Irytacja sięga zenitu, zaczyna mi się kręcić w głowie: ukradli? Gdzie jest? (był dokładnie po drugiej stronie strefy). I wtedy usłyszałem mojego anioła stróża – Bartuś zaczął się drzeć i mnie nawigować. Dzięki Ci Bartuś, bo gdyby nie Ty, tę relację pisałbym teraz ze strefy zmian, szukając zagubionego roweru.

W końcu mam rower – prawie 2 minuty straty. Szybko mi przeszło, bo przecież nigdy nie zszedłem z trasy ani nie odpuściłem zawodów – zacząłem nadrabiać i walczyć o wynik. Jak się później okazało – za późno.

Na 439 startujących byłem w TOP 25 najgorszych czasów w T1, co przypłaciłem utratą drugiego miejsca (zająłem 5). Wielka szkoła pokory i duże przytarcie noska – kilka życiówek na początku roku nie powinny pozwolić mi utracić czujności. Sędzia mnie trochę wprowadził w błąd, ale w żaden sposób mnie to nie usprawiedliwia. Powinienem przed startem skupić się w strefie, poświęcić więcej czasu i patrzeć na mapki przesyłane przez organizatorów – takie mapki z kierunkami w strefach są zawsze publikowane.

Poza nadszarpniętą dumą nic wielkiego się nie stało, ale to idealny przykład jak mimo sporego doświadczenia można stracić podium i koncertowo spieprzyć strefę zmian. Nie polecam.

Gratulacje dla wszystkich startujących i do zobaczenia za rok!

TRICLUB / Tomasz Kowalczyk