New York City Marathon – warto? Relacja Roberta

Maraton w Nowym Jorku to nie tylko bieg – to emocjonalna podróż przez pięć dzielnic jednego z największych miast świata, pełna niesamowitych widoków, energii tłumu i niezapomnianych przeżyć. Na linii startu tegorocznego maratonu stanął Robert, który podzielił się z nami swoimi spostrzeżeniami.


Nowojorska podróż Roberta

Tydzień temu zrealizowałem jedno ze swoich sportowych marzeń. Na wiosnę tego roku, po 6 latach prób, zostałem wylosowany w loterii NYC Marathon – kultowej imprezie biegowej należącej do elitarnego grona Abbott World Marathon Majors.

Zamówiłem u Trenera nakładkę na plan i zacząłem go sumiennie realizować. Założenia sportowe były dwa: cel minimum – życiówka, i cel ambitniejszy – zejście poniżej 4 h. Ponieważ trochę z przypadku wystartowałem w Maratonie Warszawskim pod koniec września, oba cele zostały zrealizowane wcześniej na łatwej, płaskiej trasie 😊 Do Nowego Jorku poleciałem tylko na 4 dni – odebrać pakiet, pobiec i wrócić, zanim jetlag i zmęczenie dadzą o sobie znać.

W piątek wziąłem udział w paradzie narodów otwierającej wydarzenie – dwa tysiące uczestników wylosowanych z każdego kraju przeszło alejką Central Parku prezentując flagi i symbole narodowe. Na zakończeniu odpalono sztuczne ognie. Odbiór pakietu niezwykle sprawny – wszystko dzięki ogromnej liczbie pomocnych i energetycznych wolontariuszy. W Javits Center najwięcej czasu zajął mi wybór i kupno gadżetów sygnowanych logiem NYC Marathon – było z czego wybierać 😊

Sobota to ostatnia przebieżka i wizita nad oceanem – pogoda wyśmienita, 20°C, błękitne niebo. Udało mi się zobaczyć wieloryba, który podpłynął niedaleko brzegu.

Najtrudniejsza logistycznie część wyjazdu to dotarcie na start: pobudka o 3:00, godzinka pociągiem na Penn Station, potem metro na South Ferry, przeprawa promowa na Staten Island i setkami school busów do miasteczka biegowego. Dotarłem około 8:00 – czekało mnie ok. 2 godziny oczekiwania. Miasteczko doskonale zorganizowane: bajgle, woda, izo, gorąca kawa i herbata, pomoc medyczna, niezliczone tojtoje. Bez wahania – najlepiej zorganizowane zawody, w jakich brałem udział.

Gdy zbliżała się godzina startu, poprowadzono nas na most Verrazano-Narrows. Z głośników popłynął śpiewany na żywo Star Spangled Banner, a wystrzał armaty oznajmił, że już można biec.

Trasa przez wszystkie 5 boroughs – Staten Island, Brooklyn, Queens, Bronx i Manhattan z metą w Central Parku. Od samego początku podbieg na Verrazano-Narrows zapowiadał, że nogi odczują podbiegi – choć widok na Manhattan wynagradzał trudniejszy początek. Wzdłuż całej trasy zgromadziło się ponad 2 mln kibiców. Mosty były jedynymi miejscami bez tłumów dopingujących. Ten niespotykany doping uskrzydlał – moje tempo było dobre 10 sek/km szybsze od planowanego. Dopiero pod koniec dwa mosty jeden po drugim oraz długi podbieg na Piątej Alei dały się we znaki. Mimo wszystko zameldowałem się na mecie z czasem o 3 minuty lepszym niż w Warszawie – nowy personal best i idealne zakończenie najlepszej imprezy sportowej, w jakiej brałem udział.

Tegoroczny maraton okazał się największą imprezą biegową w historii – ukończyło go ponad 55 600 biegaczy. Jeżeli ktokolwiek się waha, czy warto spróbować – warto!

Gratulujemy Robertowi i czekamy na kolejne sportowe podboje!