Żyrardów słowami startujących

Garmin Iron Triathlon w Żyrardowie dla wielu jest pierwszym startem w sezonie, oficjalnie rozpoczynającym falę kolejnych sportowych wyzwań. Tak też było i tym razem. Wiosenna pogoda i wymagająca trasa stanowiły wyzwanie dla naszych TRICLUBowiczów.

Swoją reprezentację mieliśmy zarówno na dystansie 1/8 Ironman (475 m / 22,5 km / 5,3 km) jak i 1/4 Ironman (950 m / 45 km / 10,5 km). Wszyscy startujący ukończyli zawody – a jak było, najlepiej przedstawią relacje samych zawodników.


Krzysztof Kajetanowicz: Start w Żyrardowie był przede wszystkim kolejnym spotkaniem z ludźmi z klubu, a sportowo – sprawdzianem formy. To nietypowe zawody, bo po pierwsze organizowane w dość wczesnym terminie, a po drugie testujące umiejętności techniczne na rowerze – nie tylko pokonywanie zakrętów, ale też wyprzedzanie pociągów i jazda slalomem między dziurami. Ukończyłem je dosyć zadowolony, bo spełniłem cele jakie sobie postawiłem – na czele z mocnym pojechaniem roweru, po którym udało się coś tam jeszcze pobiec, choć jak zwykle bieg w moim wykonaniu musiał wyglądać pociesznie 😊

Wojciech Knop: U mnie miało być spokojnie i rekreacyjnie – bo trzy tygodnie temu maraton górski, tydzień temu duathlon w Czempinie – a wyszła życiówka na 1/4, do tego poprawa rok do roku w Żyrardowie o ponad 7,5 min. Duma ze zmian: w T1 miałem 26. czas, a w T2 to już w ogóle – bo miałem 10. czas total. Zdecydowanie mobilizujące na rowerze i bieganiu było gonienie Tomka Kowalczyka.

Anna Jarząbek-Lindholm: Te 30 coś tam sekund nadal boli – ale ze śmiesznych/smutnych sytuacji (zależy jak się na to patrzy): mocno zagapiłam się w strefie zmian po powrocie, trzymając rower. Byłam pewna, że ktoś swój rower źle zawiesił na moje miejsce i szukałam pojemnika z rzeczami. Widzę „niby” swoje białe Nike – kurczę, ktoś mi przestawił pojemnik. Przesuwam, przesuwam, próbuję rower pomieścić między innymi, potem stwierdzam że te buty jakoś duże – zaczynam przesuwać rowery i jednak nie moje miejsce, bo inny numerek pod rowerami 😄

Maciej Traczyk: 15 maja podczas GIT Żyrardów 2022 startowałem po raz pierwszy na dystansie 1/4 IM – debiut. I jak to na debiut przystało, popełniłem chyba wszystkie możliwe błędy nowicjusza. Strój, sprzęt – wszystko nie tak, nawet rady od Trenera jakoś (bardzo dziwnym trafem) okazały się nietrafione. Zrezygnować zawsze można, ale nie o wybieranie najprostszych rozwiązań tu chodzi. Szczęśliwie udało się ukończyć – zostało jeszcze dużo elementów do poprawy na kolejne zmagania. Atmosfera i zabawa jak zawsze świetna, doping oraz przynależność do niesamowitej grupy to klasa sama w sobie.


Jak widać – mamy debiuty, życiówki i nietypowe historie 😊 Pierwsze starty w sezonie są jednymi z najtrudniejszych. To one sprawdzają jak dobrze jesteśmy przygotowani i czy treningi się sprawdziły. Każdy start to też dodatkowe doświadczenie, emocje i czas spędzony z kolegami z drużyny.

Potraktujmy więc start w Żyrardowie jako rozgrzewkę i sprawdzian – i czekamy z niecierpliwością co dalej przyniesie ten rok.

Jeszcze raz gratulacje i do zobaczenia!